1. Zacznijmy od początku. Zanim pojawiły się w Pani życiu różne sposoby świadomego dbania o siebie, wydarzył się moment, który nazywa Pani „upadkiem na glebę”. Co wtedy się działo i co ten moment w Pani uruchomił?
Zanim zaczęłam korzystać z produktów Kliniki Kwantowej, doświadczyłam w życiu pewnej sytuacji, którą mogę nazwać „upadkiem na glebę”. To był moment, w którym zaczęłam zadawać sobie bardzo dużo pytań: dlaczego tak się dzieje, skąd to wszystko się bierze i co mogę zrobić, żeby coś w swoim życiu zmienić?
Zaczęłam szukać odpowiedzi na zaistniałe sytuacje, poznawać siebie, swoje przekonania i schematy, które często przejmujemy od rodziny, przodków czy środowiska, w którym dorastamy. Zapisałam się do Międzynarodowego Instytutu Recall Healing/Totalnej Biologii, który później ukończyłam, zdobywając uprawnienia facylitatora.
To był dla mnie początek ogromnej zmiany. Zaczęłam patrzeć na swoje życie zupełnie inaczej i coraz bardziej świadomie przyglądać się temu, co mną kieruje.
Z czasem jednak poczułam, że sama Totalna Biologia mi nie wystarcza. Zaczęłam szukać równowagi i zrozumiałam, że nie wszystko można tłumaczyć jednym schematem. Czasami trzeba po prostu zauważyć, że organizm jest zmęczony, że „wyczerpały się baterie” i potrzebuje realnego wsparcia.
2. Zaczęła Pani wtedy szukać odpowiedzi, poznawać siebie, swoje przekonania i schematy. Jak wyglądała ta droga i co z czasem zaczęła Pani w sobie zauważać?
Odkąd pamiętam, byłam także intuicyjną osobą. Od dziecka miałam poczucie, że pewne rzeczy po prostu wiem i wyczuwam, bez konieczności uczenia się ich w tradycyjny sposób. Dziś nadal bardzo mocno ufam tej intuicji.
Czuję, że właśnie ta droga — od trudnego momentu, przez zadawanie sobie pytań, ciekawość i wnikliwość, po rozpoznawanie swoich schematów i potrzebę równowagi — rozbudziła we mnie również zainteresowanie tym, czego potrzebuje moje ciało i jak mogę świadomie o nie zadbać.
Myślę, że to wszystko jest ze sobą bardzo mocno połączone. Moja droga zaczęła się od zadawania sobie pytań i szukania odpowiedzi.
Później zaczęłam czytać książki Vadima Zelanda, poznałam zasady Transerfingu, a wcześniej miałam też kontakt z homeopatią i osobą, która bardzo dużo mnie nauczyła.
W pewnym momencie poczułam jednak, że chcę stanąć na własnych nogach. Nie chciałam opierać się tylko na kimś czy na gotowych odpowiedziach. Zaczęłam więc coraz bardziej obserwować siebie i swoje życie.
Bardzo mocno przemówiła do mnie również książka „Tafti” i idea wejścia w rolę obserwatora. Zaczęłam patrzeć na swoje emocje, reakcje i sytuacje z pewnego dystansu, zamiast tylko automatycznie w nich uczestniczyć. I pomyślałam: skoro mogę obserwować siebie i świadomie wpływać na swoje życie, to chcę też zobaczyć, jak moje ciało będzie reagowało na różne formy wsparcia z zewnątrz — w formie suplementów.
3. W pewnym momencie pojawiła się także potrzeba lepszego poznania własnego organizmu i sprawdzenia, co Pani służy. Jak zaczęła Pani podchodzić do dbania o swoje ciało i wybierania tego, co jest dla Pani dobre?
I tutaj pojawiła się moja ogromna ciekawość. Chciałam sprawdzić, jak produkty Kliniki Kwantowej będą współgrały z tym etapem mojego życia, z moją pracą nad sobą i z tym, co już w sobie odkrywałam.
Zaczęłam więc od pierwszego produktu, później zamawiałam kolejne i po prostu obserwowałam: co się ze mną dzieje, jak się czuję, co mi służy, a co nie. To nie było działanie przypadkowe. Bardzo dużo notowałam i sama zaczęłam zauważać pewne zależności.
Myślę, że właśnie ta ciekawość i potrzeba poznania własnego organizmu sprawiły, że zaczęłam bardziej świadomie o siebie dbać.
4. Z czasem zaczęła Pani eksperymentować z różnymi formami wsparcia — między innymi z produktami Kliniki Kwantowej. Jak wyglądało to u Pani w praktyce? Czy pamięta Pani, jak podchodziła Pani do tego na początku, a jak robi to Pani dzisiaj?
Na ten moment zdecydowanie moimi „sztosami” są Cordyceps i Hericium. Właśnie piję teraz taką kawkę i sięgam po nie szczególnie wtedy, kiedy czuję, że moja energetyka spada i moje „baterie” zaczynają się rozładowywać.
Na początku oczywiście chciałam wszystko dokładnie sprawdzić. Piłam Cordyceps osobno, Hericium osobno i obserwowałam, jak na mnie działają. Później zaczęłam je łączyć. Prowadziłam nawet swój dziennik i zapisywałam, jak moje ciało reaguje na poszczególne produkty i ich połączenia.
5. Wspomina Pani o tym, że obserwowała swoje reakcje, prowadziła nawet dziennik i zmieniała ilości czy połączenia różnych produktów. Czego nauczyła Panią ta uważna obserwacja własnego organizmu?
Eksperymentowałam też z innymi suplementami. Na przykład sprawdzałam różne ilości Maki, łączyłam ją z olejkiem CBD i CBN, a później stopniowo modyfikowałam proporcje. Z czasem zaczęłam sama wypracowywać to, czego w danym momencie potrzebuję.
Później dołączyłam między innymi witaminy D3 z K2 MK7, Ashwagandhę czy Trametes. Nie wszystko jednak mi służyło — na przykład Ashwagandha zupełnie się u mnie nie sprawdziła. I to też było dla mnie ważne doświadczenie, bo pokazało mi, że nie ma jednego produktu dobrego dla każdego. Trzeba obserwować własny organizm.
Dlatego dziś Cordyceps i Hericium są dla mnie numerem jeden. Sięgam po nie wtedy, kiedy czuję, że potrzebuję dodatkowego wsparcia i energii. Właściwie możliwość obserwowania siebie, testowania różnych produktów i wyciągania własnych wniosków jest dla mnie w tym wszystkim najciekawsza.
6. Mówi Pani, że z czasem zaczęła Pani inaczej podchodzić nie tylko do suplementacji, ale też do jedzenia, kosmetyków, ubrań czy tego, czym się Pani otacza. Co sprawiło, że te zmiany zaczęły pojawiać się jedna po drugiej?
Tak, bardzo mocno zaczęłam zwracać uwagę na to, co mnie otacza. Zmieniło się nawet moje podejście do ubrań, kosmetyków czy produktów, których używam na co dzień.
Zaczęłam wybierać naturalne materiały i proste składy. Nagle kosmetyki, których wcześniej używałam, zaczęły mi przeszkadzać — dosłownie zaczęły mi nieprzyjemnie pachnieć. W pewnym momencie kupiłam zwykłe, szare mydło i okazało się, że właśnie ta prostota składu jest mi najbardziej potrzebna.
Zaczęłam też robić porządki w szafie i zwracać większą uwagę na to, z czego wykonane są ubrania. To samo zaczęło dziać się z jedzeniem — zmieniło mi się odczuwanie zapachów i smaków. Wszystko stało się bardziej wyraźne.
Co ciekawe, wcześniej również dbałam o siebie i odżywiałam się ekologicznie, ale w pewnym momencie te wszystkie rzeczy zaczęły mi się po prostu mocniej łączyć.
Poczułam, że chcę być bliżej natury i prostoty. Im bardziej obserwowałam siebie, tym bardziej naturalne wybory zaczęły przychodzić mi bez wysiłku.
7. Kiedy patrzy Pani dziś na tę drogę — od tamtego trudnego momentu do miejsca, w którym jest Pani teraz — co najbardziej zmieniło się w Pani codziennym funkcjonowaniu i sposobie patrzenia na siebie?
Najbardziej zakotwiczyła mi się obserwacja. To, nad czym pracowałam wcześniej, zostało jeszcze mocniej wzmocnione.
Dzisiaj dużo łatwiej jest mi zachować spokój i nie wchodzić w niepotrzebne dramaty. Czuję też dużo większą decyzyjność — świadomość, że mogę wybrać, w czym uczestniczę, a w czym nie.
Zawsze byłam bardzo wyczulona na energię innych ludzi, ale teraz jeszcze mocniej to odczuwam. Jednocześnie nauczyłam się, że nie muszę czekać na to, co zrobi ktoś inny. Mogę sama zdecydować, jak chcę przeżyć daną sytuację.
I właśnie w tym kontekście patrzę na suplementację. Nie jako na coś, co ma mnie zmienić w kogoś innego, ale jako wsparcie tego, co już przez lata w sobie wypracowałam i odkryłam.
To jest dla mnie najistotniejsze. Produkty mi towarzyszą i wspierają mnie w mojej codzienności oraz w moim rozwoju.
8. Wspomina Pani o tym, że dziś łatwiej jest się zatrzymać, obserwować sytuację i zdecydować, jak chce Pani zareagować. Skąd wzięła się ta zmiana i jak wygląda ona w codziennym życiu?
Myślę, że przede wszystkim jeszcze mocniej zakotwiczyła mi się uważność i obserwowanie siebie. To, nad czym pracowałam już wcześniej, dzięki tym doświadczeniom stało się dla mnie jeszcze bardziej naturalne.
Szczególnie połączenie Hericium i Cordycepsu bardzo mi w tym pomogło. Zaczęłam jeszcze mocniej być „przy sobie”, zamiast reagować automatycznie czy instynktownie.
Dzisiaj potrafię się zatrzymać. Zrobić krok wstecz i powiedzieć sobie: „Stop. Co ja właściwie chcę zrobić? Jak chcę zareagować?” Nie muszę wchodzić w każdą kłótnię, konflikt czy emocjonalną sytuację. Mogę spojrzeć na nią z boku i sama zdecydować, czy chcę w niej uczestniczyć.
I właśnie ta decyzyjność jest dla mnie ogromną zmianą. Czuję, że nie jestem już tylko uczestnikiem tego, co dzieje się wokół mnie. Jestem obserwatorem i mogę wybierać, w czym chcę być, a w czym nie.
To jest dla mnie bardzo głęboka zmiana, którą trudno opisać samymi słowami. To trzeba po prostu poczuć.
9. Dziś nie ma już Pani potrzeby trzymania się sztywnego planu. Jak wygląda Pani własny sposób dbania o siebie? Co Pani robi inaczej niż kilka lat temu?
Moim najważniejszym rytuałem jest po prostu życie w zgodzie ze sobą i ze swoimi potrzebami.
Kiedyś, kiedy testowałam produkty, miałam wszystko dokładnie rozpisane — godziny, dawki, konkretne połączenia. Teraz już tego nie potrzebuję. Nie mam zasady, że o danej godzinie muszę skorzystać z dobranego zestawu suplementów.
Po prostu słucham siebie. Jeśli mam ochotę na kawę o dwunastej, robię sobie kawę. Jeśli wiem, że czeka mnie intensywny dzień i potrzebuję dodatkowego wsparcia, wybieram to, co według własnych obserwacji najlepiej mi służy.
To jest dla mnie najprostszy rytuał: uważność, łagodność dla siebie i życie w zgodzie ze swoimi potrzebami.
Nie mam potrzeby głoszenia jednej metody czy przekonywania wszystkich, że mają robić tak samo. Każdy powinien sam obserwować siebie, rozpoznawać swoje schematy i decydować, co jest dla niego dobre.
A suplementy? Są po prostu moim wsparciem. Jeśli wiem, że czeka mnie intensywny dzień, zabieram ze sobą te produkty, które sama dla siebie wybrałam. I wiem, że mogę się na tym oprzeć.
10. Gdyby mogła Pani wrócić do siebie z tamtego momentu, kiedy wszystko zaczęło się zmieniać, co chciałaby Pani sobie wtedy powiedzieć?
Życzę przede wszystkim, aby każdy żył swoim życiem. Takim, jakim naprawdę chce żyć.
U mnie wszystko bardzo mocno kręci się wokół rozwoju. Kiedy raz zacznie się zauważać pewne rzeczy, trudno już udawać, że ich nie ma. Można oczywiście założyć z powrotem klapki na oczy, ale ja już nie potrafię.
Dlatego powiedziałabym: zatrzymaj się. Zacznij obserwować siebie. Zobacz, jakie masz schematy, jakie zakładasz maski i z czego wynikają Twoje reakcje.
Ale przede wszystkim — nie porównuj się z innymi. Każdy ma swoją drogę, swoje doświadczenia i swoje wybory.
Życzę ludziom przede wszystkim ewolucji, rozwoju, szacunku do siebie samego i szacunku do drugiego człowieka, a także odwagi, żeby żyć po swojemu.
I chyba najprostsze zdanie, które mogę dziś powiedzieć, brzmi:
Żyj życiem, jakim chcesz żyć.
To jest moje przesłanie.
Dziękujemy bardzo.
Marta i Agnieszka z Kliniki Kwantowej