Ogród, w którym nikt nikogo nie goni i nikt nikogo nie zjada. Gdzie wszystko rośnie obok siebie i razem żyje.
Panuje w nim ciche porozumienie – nazywamy je symbiozą, choć to słowo nie oddaje tego, co czujesz, kiedy pojawia się przed twoimi oczami ten obraz…
Grecy nazwali go Złotym Wiekiem – ziemia dawała plon sama, bez trudu i bez walki.
W Księdze Rodzaju pierwszy posiłek człowieka jest roślinny; mięso przychodzi dopiero po potopie, już po upadku.
U Izajasza, w przywróconym raju, wilk leży przy baranku, a lew je słomę jak wół – drapieżnik przestaje być drapieżnikiem.
Indyjska Satya Yuga to pierwszy wiek, kiedy wszystko było jeszcze spójne...
Za każdym razem to samo: coś, co było wcześniej. Coś doskonałego. Coś, co straciliśmy.
Czy ten obraz coś ci przypomina?
Coś odległego – ale tak pięknego, że wciąż powraca?
Bo ludzkość nie umie o tym ogrodzie zapomnieć. Opowiada o nim w każdym języku, choć żaden lud nie oglądał go na oczy. Tak, jakby pamięć o nim była starsza niż wszystkie opowieści. Jakby miała swoje źródło nie w księgach, ale znacznie głębiej.
Utracony...
Na zawsze...
A może nie na zawsze!
Zejdźmy niżej...
Zostawmy na chwilę raje i złote lata. Zejdźmy do najmniejszej skali, jaką da się w człowieku znaleźć – i po prostu popatrzmy, co się tam dzieje.
Mieszka tam społeczność, której liczebność trudno objąć wyobraźnią – biliony drobnych istot, które nie są człowiekiem, ale które towarzyszą historii człowieka od początku. Nie są gośćmi. Są częścią niesamowitego mechanizmu działania ludzkiego ciała.
I dzieje się między wami coś, czemu warto się dokładnie przyjrzeć.
Ty dostarczasz im coś ważnego: błonnik, którego sam nie potrafisz strawić.
One wytwarzają z niego coś, czego ty sam wyprodukować nie potrafisz – maślan, krótki kwas tłuszczowy, który jest głównym paliwem komórek wyściełających jelito. Około 70% ich energii pochodzi właśnie z maślanu.
Ty karmisz ten drobny świat, a on utrzymuje przy życiu ścianę, która oddziela twoje wnętrze od reszty świata.
Symbioza zamiast pasożytnictwa
Żyjecie razem...
To pojęcie trzeba doprecyzować:
· Życie kosztem drugiego – to pasożytnictwo.
· Życie razem, we wspólnocie z tym drugim – to symbioza.
Możesz ją tu zobaczyć na własne oczy, w procesie, o którym tu opowiadam:
Dajesz. Dostajesz. Oboje razem istniejecie.
Czym karmiliśmy mikrobiom przez większość historii?
Teraz spójrz na to z perspektywy całej naszej historii.
Czym ten drobny świat był karmiony przez większość czasu, odkąd istnieje człowiek?
Dieta zbieracza to ponad tysiąc gatunków – grzybów, korzonków, liści, nasion, ziół, warzyw i owoców, a u ludów nadmorskich jeszcze algi, plechy i sinice.
Tysiąc różnych włókien...
Ile z tego zjadłeś w ostatnim tygodniu?
Cztery? Pięć?…
Ogród nadal istnieje
Ten ogród nie zniknął zupełnie.
Przetrwał tam, gdzie ludzie żyją najdłużej – w błękitnych strefach.
Talerz ich mieszkańców to wciąż różnorodność tego, co daje las, ogród i łąka: strączki, warzywa, zioła, owoce, zboża z całego ziarna.
Ryby i owoce morza pojawiają się tam rzadko, można by rzec, marginalnie.
A i wtedy warto wiedzieć jedno:
Omega-3, po którą sięga się w rybach, powstaje w algach – ryba jest tylko pośrednikiem, który ją zgromadził.
Biorąc to pod uwagę, wraz z etycznymi przesłankami etycznymi – pośrednik zwierzęcy nie jest do niczego potrzebny.
Fermentacja to nie wzdęcia
I tu pada sformułowanie, które źle brzmi:
Te bakterie fermentują błonnik.
W głowie od razu zapala się obraz: „pełny brzuch, gazy, wzdęcie po kapuście”.
Ale to nieporozumienie.
Wzdęcie nie jest znakiem pracy drobnego świata mikrobiomu.
Przeciwnie.
Jest znakiem, że jest on zaniedbany, że brakuje mu właściwych mieszkańców do przetworzenia tego, co dostał.
Mikrobiom, który ma czym i kim przerabiać błonnik na maślan, robi to w ciszy.
Sam jestem na diecie roślinnej od lat, jem kapustę, strączki i grzyby niemal codziennie – i nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem wzdęcie.
To nie jest oznaka mojej szczególnej konstytucji.
Po prostu mój drobny świat dostaje, czego potrzebuje – i odpowiada spokojem.
Jak rozległy bywał ten świat, zanim go zaniedbaliśmy?
Wielkie, chłonne jelito grube człowieka antropolodzy nazywają wprost dziedzictwem zbieractwa.
Powstało na potrzeby świata, w którym jedzenie było dzikie, różnorodne i pełne włókna.
Nie na nasze czasy.
I jeśli teraz wraca do ciebie tamten obraz z początku – ten, gdzie wszystko żyje razem w harmonii – to nie jest przypadek.
Właśnie go opisałem.
Tyle że nie za bramą raju.
W tobie.
Pierwszy upadek
Każda opowieść o raju ma moment, w którym brama się zamyka.
W naszej tym momentem nie jest „jabłko” ani „wąż”.
Jest nim pług.
Kiedy człowiek przestał zbierać, a zaczął uprawiać, wydarzyło się coś, co przez długi czas rozumiano jako triumf cywilizacji.
Więcej jedzenia, więcej ludzi, pierwsze miasta.
I to prawda – rolnictwo zbudowało wszystko, co dziś mamy.
Ale ciało zapamiętało inną wersję tej historii.
Kiedy bioarcheolodzy przyjrzeli się kościom ludzi z czasów tego przejścia, znaleźli coś niewygodnego dla triumfalnej wersji.
W 19 z 21 badanych społeczności zdrowie ludzi się pogorszyło.
Ludzie stali się niżsi.
Pojawiło się więcej chorób zakaźnych, więcej próchnicy, więcej niedoborów.
Dieta, która wcześniej była dziką mozaiką, zawęziła się do kilku uprawnych roślin.
Obfitość zamieniła się w monotonię.
I wtedy zaczęła rosnąć piramida...
(Dalsza część tekstu zachowuje tę samą strukturę.)
Drugi upadek
Żywność, która udaje jedzenie
(...)
Gnicie – całkiem dosłownie
Dwa tryby pracy mikrobiomu
(...)
Drugi biegun
Symbioza jako sposób życia
(...)
Powrót do ogrodu
Błonnik first
(...)
Dlaczego potrzeba czasu?
(...)
Czym jest ReEntero?
(...)
Bo ten ogród nie był tylko mitem.
Miał adres, bliższy niż Eden, i nosisz go w sobie do dzisiaj, choć zarósł i zdziczał.
Ale nie jest stracony.
Nie na zawsze.
Wszystko teraz zależy od ciebie...
