Mam czas na wiele rzeczy. Uczę się mieć go też dla siebie

Mam czas na wiele rzeczy. Uczę się mieć go też dla siebie

18.09.2026

Zacznijmy od początku — opowiedz nam trochę o sobie. Jaka jesteś na co dzień, kiedy wychodzisz już z Kliniki i zaczyna się Twoja prywatna część dnia?

Na początek się przedstawię — mam na imię Paulina, mam 22 lata i od prawie dwóch lat wspieram zespół Kliniki Kwantowej.

Praca w Klinice jest bardzo ważną częścią mojego życia, ale poza nią również nie potrafię długo usiedzieć w miejscu. Jedną z moich największych pasji jest jeździectwo. Na co dzień jeżdżę konno, a także mam ogromną przyjemność zarażać tą pasją młodych adeptów. Ważne jest dla mnie, aby od początku uczyć ich szacunku do konia, jego potrzeb i możliwości.

To właśnie konie nauczyły mnie cierpliwości, odpowiedzialności, pokory i tego, że prawdziwa współpraca opiera się na zaufaniu i budowaniu relacji.

Lubię być aktywna, rozwijać się i uczyć nowych rzeczy, dlatego praca w Klinice tak dobrze ze mną współgra. Daje mi nie tylko wiedzę, ale również motywację do dbania o siebie i swoje zdrowie.

Jestem bardzo wdzięczna, że mogę być częścią tego zespołu — po prawie dwóch latach Klinika stała się dla mnie czymś więcej niż miejscem pracy, trochę jak drugi dom.

Na co dzień jestem mieszanką energii, ambicji, ciekawości świata i ciągłej potrzeby rozwoju. Jednocześnie uczę się, jak znaleźć w tym wszystkim przestrzeń dla siebie i czerpać z życia jak najwięcej radości.

Masz dużo obowiązków i bodźców. Co pomaga Ci zachować spokój, kiedy dzień robi się intensywny?

W zachowaniu spokoju najbardziej pomaga mi codzienne, wieczorne planowanie kolejnego dnia. Nie zawsze wszystko przebiega zgodnie z planem, ale samo rozpisanie najważniejszych rzeczy, które chcę zrealizować, daje mi poczucie uporządkowania i pozwala spokojniej wejść w kolejny dzień.

Dzięki temu łatwiej mi skupić się na tym, co naprawdę ważne, zamiast cały czas zastanawiać się, co jeszcze mam do zrobienia.

Czy zawsze dbałaś o siebie świadomie, czy przyszło to z czasem?

Świadomość dbania o siebie przyszła do mnie z czasem. Nie da się jej chyba po prostu nauczyć czy dostać w prezencie od kogoś — przychodzi wraz z doświadczeniami, kolejnymi etapami życia i lepszym poznaniem samej siebie.

Kiedyś rady starszych osób, szczególnie mamy czy babci, często traktowałam z pewnym dystansem. Wydawało mi się, że przecież sama wiem, co jest dla mnie najlepsze. Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć, że wiele z tych słów wynikało z ich doświadczenia i troski.

Chyba każdy z nas przechodzi taki etap, kiedy przestaje patrzeć na pewne rzeczy wyłącznie przez pryzmat własnej perspektywy i zaczyna dostrzegać wartość tego, co wcześniej wydawało mu się oczywiste albo wręcz niepotrzebne.

Dzisiaj coraz bardziej rozumiem, że dbanie o siebie to nie egoizm, ale forma szacunku do samej siebie. I chyba właśnie do tego po prostu trzeba w pewnym momencie dorosnąć.

Jakie drobne nawyki najbardziej zmieniły Twoje codzienne samopoczucie?

Myślę, że tych nawyków jest kilka i, co ciekawe, większość z nich nie wymaga ani dużej ilości czasu, ani szczególnych wyrzeczeń. Najbardziej zmieniły moje codzienne samopoczucie właśnie te małe rzeczy, które z czasem stały się naturalną częścią mojego dnia.

  • Regularny sen — staram się wstawać i kłaść o stałych porach. Z czasem zaczęłam zwracać uwagę na to, jak duże znaczenie ma nie tylko liczba przespanych godzin, ale również regularność snu.
  • Spokojny początek dnia — zamiast od razu sięgać po telefon, staram się wyjść na świeże powietrze. Czasem jest to krótki spacer, czasem kilka ćwiczeń oddechowych, a czasem po prostu chwila na spokojne rozpoczęcie dnia.
  • Codzienna aktywność fizyczna — staram się przeznaczać na nią około 30 minut. Ruch wpływa nie tylko na ciało, ale również na głowę, poziom energii i sposób, w jaki funkcjonujemy na co dzień. Żaden pojedynczy suplement czy rozwiązanie nie zastąpi mi regularnego ruchu.
  • Zasada „nigdy nie schodzę poniżej zera” — jeśli mam słabszy dzień i nie jestem w stanie zrobić tyle, ile sobie zaplanowałam, robię minimum. Zamiast przeczytać 20 stron — przeczytam jedną. Zamiast pisać przez 10 minut — zapiszę jedno zdanie. Nie chodzi o wynik, tylko o ciągłość.
  • Czas bez bodźców — staram się codziennie znaleźć przynajmniej 20 minut na pobycie sama ze swoimi myślami, bez telefonu, muzyki i innych bodźców.
  • Ograniczenie telefonu — nie korzystam z niego przez pierwszą godzinę po przebudzeniu i ostatnią godzinę przed snem.
  • Codzienne uczenie się czegoś nowego — wystarczy mi 10 minut dziennie na przeczytanie czegoś wartościowego, poznanie nowego zagadnienia czy poszerzenie wiedzy. Lubię myśl, że każdego dnia mogę być choć odrobinę mądrzejsza niż dzień wcześniej.

Wszystkie te rzeczy są naprawdę proste, ale nauczyły mnie, że dbanie o siebie nie zawsze musi oznaczać wielkie zmiany. Czasami największą różnicę robią właśnie małe decyzje, które podejmujemy każdego dnia.

Co robisz rano, żeby dobrze rozpocząć dzień, a co wieczorem, żeby naprawdę zwolnić?

Rano przede wszystkim staram się nie zaczynać dnia od telefonu. Pierwszą godzinę po przebudzeniu traktuję jako czas tylko dla siebie — wychodzę na świeże powietrze, robię krótki spacer albo ćwiczenia oddechowe i spokojnie wchodzę w dzień. Później zaglądam do przygotowanego wieczorem planu, dzięki czemu wiem, od czego zacząć.

Wieczorem z kolei staram się zwolnić i wyciszyć głowę. Ostatnią godzinę przed snem również spędzam bez telefonu. Przygotowuję się spokojnie do snu i planuję kolejny dzień, dzięki czemu nie muszę zabierać wszystkich obowiązków ze sobą do łóżka.

Staram się też znaleźć chwilę na zwyczajne pobycie ze swoimi myślami — bez muzyki, telefonu czy kolejnych bodźców. Rano daję sobie spokojny początek, a wieczorem świadomie zamykam dzień. I chyba właśnie ta powtarzalność daje mi najwięcej poczucia spokoju.

Po czym poznajesz, że Twój organizm potrzebuje odpoczynku albo dodatkowego wsparcia?

Myślę, że z czasem coraz lepiej nauczyłam się słuchać swojego organizmu. Kiedyś łatwiej było mi ignorować sygnały zmęczenia i po prostu robić swoje, bo przecież „jeszcze tylko to” i „jeszcze tylko tamto”.

Dzisiaj zwracam uwagę na moment, w którym zaczynam być bardziej rozdrażniona, mam problem ze skupieniem, brakuje mi energii albo rzeczy, które normalnie sprawiają mi przyjemność, zaczynają mnie przytłaczać. Gorszy sen, brak koncentracji, poczucie zmęczenia czy potrzeba odcięcia się od bodźców są dla mnie sygnałem, żeby trochę zwolnić.

Jeśli czuję, że potrzebuję dodatkowego wsparcia, przede wszystkim wracam do podstaw — snu, ruchu, świeżego powietrza, odpowiedniego odżywiania i odpoczynku. Nie szukam od razu kolejnego rozwiązania, tylko zastanawiam się, czego tak naprawdę w danym momencie potrzebuję.

Czy praca w Klinice Kwantowej zmieniła Twoje podejście do zdrowia i wsłuchiwania się w potrzeby organizmu?

Ogromnie. Tak naprawdę dołączenie do zespołu Kliniki Kwantowej przypadło na bardzo ważny moment mojego życia i zdecydowanie zmieniło moje spojrzenie na własne zdrowie, życie i przyszłość.

Jestem jedną z najmłodszych osób w Klinice, dlatego codzienny kontakt z osobami starszymi ode mnie, z dużo większym doświadczeniem życiowym, ich historiami, spostrzeżeniami i radami bardzo dużo mi dał. Ogromną lekcją są dla mnie również nasi klienci i ich doświadczenia.

Patrząc na nich, zaczęłam jeszcze mocniej rozumieć, jak ważne jest dbanie o siebie nie dopiero wtedy, kiedy pojawia się problem, ale przede wszystkim dużo wcześniej. Myślę, że trochę „zaraziłam się” tą energią i świadomością, że to, jak traktujemy swoje ciało i zdrowie dzisiaj, może mieć znaczenie dla tego, jak będziemy funkcjonować za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

W wieku 22 lat łatwo myśleć, że na dbanie o siebie mamy jeszcze mnóstwo czasu. Praca w Klinice pokazała mi, że właśnie wtedy, kiedy jesteśmy młodzi i czujemy się dobrze, warto zacząć świadomie o siebie dbać.

Zmieniło się więc nie tylko moje podejście do zdrowia, ale też myślenie o przyszłości. Dzisiaj zdecydowanie bardziej słucham swojego organizmu i traktuję dbanie o siebie jako inwestycję w przyszłą siebie, a nie obowiązek, który trzeba odhaczyć.

W Twojej codziennej rutynie pojawiły się Hericium Neuro i Cordyceps Power. Co sprawiło, że zainteresowałaś się właśnie nimi?

Hericium Neuro zainteresowało mnie przede wszystkim ze względu na pamięć i koncentrację. Możecie się śmiać, że mam 22 lata i już mówię o pamięci, ale przy moim trybie życia naprawdę zaczęłam zwracać na nią uwagę. Mam sporo rzeczy na głowie i zdarza mi się czasem zapomnieć coś, co jeszcze chwilę wcześniej miałam w głowie. Dlatego zainteresowało mnie dodatkowe wsparcie w tym obszarze.

W przypadku Hericium ważne było dla mnie to, że podeszłam do stosowania regularnie i nie oczekiwałam natychmiastowego efektu. Po około miesiącu zaczęłam zauważać u siebie różnice w codziennym funkcjonowaniu. Oczywiście traktuję to jako moje indywidualne odczucie, dlatego najważniejsze było dla mnie obserwowanie własnego organizmu i danie sobie czasu.

Po Cordyceps Power sięgnęłam natomiast przede wszystkim ze względu na aktywność fizyczną. Trenuję niemal codziennie, a na treningach spędzam od 2 do nawet 4 godzin. Przy takim trybie dnia zaczęłam zwracać większą uwagę na poziom energii, dlatego zaczęłam szukać dodatkowego wsparcia.

Tutaj również postawiłam na regularność i obserwowanie tego, jak się czuję. Nie traktuję suplementu jako zamiennika snu, odpoczynku czy odpowiedniego odżywiania — dla mnie jest raczej jednym z elementów całego podejścia do dbania o siebie.

Myślę, że właśnie to zmieniło moje podejście do suplementacji: nie oczekuję natychmiastowych cudów. Patrzę na nią jako na uzupełnienie zdrowych nawyków.

Jak wprowadziłaś je do swojego dnia — przyjmujesz je razem czy o różnych porach?

Oba suplementy przyjmuję raz dziennie, o stałej porze, żeby łatwo było mi zachować regularność. Najwygodniej jest mi połączyć to z moim przedpołudniowym rytuałem — po prostu wsypuję odpowiednią porcję do kawy. Dzięki temu nie muszę pamiętać o dodatkowej porze w ciągu dnia i suplementacja stała się naturalnym elementem mojej codziennej rutyny.

Czy od tego czasu zauważyłaś jakieś subtelne zmiany w koncentracji, energii lub sposobie radzenia sobie z intensywnym dniem?

Myślę, że o tym właściwie wspominałam już wcześniej. Najważniejsze obserwacje dotyczące koncentracji, pamięci i poziomu energii opisałam przy pytaniu o to, dlaczego zdecydowałam się właśnie na Hericium Neuro i Cordyceps Power.

Mogę tylko dodać, że były to dla mnie stopniowe obserwacje związane z regularnym stosowaniem, a nie nagła zmiana.

Czy był jakiś zwyczajny moment, w którym pomyślałaś: „chyba coś zaczyna się zmieniać”?

Tak naprawdę nie był to jeden konkretny moment. To było raczej kilka bardzo zwyczajnych sytuacji, które z czasem zaczęły układać mi się w całość.

Zauważyłam, że przy dużej liczbie obowiązków łatwiej jest mi się skupić, mniej rzeczy umyka mi z głowy, a przy intensywnych treningach zwracam większą uwagę na poziom energii.

Właśnie chyba najbardziej przekonało mnie to, że nie wydarzyło się nic spektakularnego. Po kilku tygodniach regularności zaczęłam zauważać drobne różnice w codziennym funkcjonowaniu i pomyślałam: „chyba coś faktycznie zaczyna się zmieniać”. To przypomniało mi, że warto obserwować swój organizm i dać sobie czas.

Co Twoim zdaniem jest ważniejsze: jeden wybrany produkt czy cała codzienność wokół niego — sen, jedzenie, ruch i odpoczynek?

Zdecydowanie cała codzienność. Jeden produkt, nawet najlepiej dopasowany do naszych potrzeb, nie zastąpi snu, odpowiedniego odżywiania, ruchu czy odpoczynku.

Dla mnie suplementacja jest tylko jednym z elementów większej układanki. Dzisiaj zdecydowanie bliżej mi do myślenia, że zdrowie buduje się codziennymi, często bardzo małymi decyzjami. Produkt może być ich uzupełnieniem, ale nigdy fundamentem.

Jak wygląda Twój własny sposób na odzyskanie energii, kiedy czujesz, że jest jej za mało?

Kiedy czuję, że zaczyna brakować mi energii, przede wszystkim staram się nie walczyć z tym na siłę. Zamiast dokładać sobie kolejnych obowiązków, zastanawiam się, czego w danym momencie naprawdę potrzebuję.

Najczęściej zaczynam od podstaw — odpowiedniej ilości wody, czegoś wartościowego do jedzenia, chwili na świeżym powietrzu albo krótkiego ruchu. Czasami najlepszym rozwiązaniem jest jednak po prostu odpoczynek i chwila bez bodźców.

Przy intensywnym trybie życia nauczyłam się też, że nie każdy dzień musi być na 100%. Mam zasadę, że nigdy nie schodzę poniżej zera — jeśli danego dnia nie mam siły zrobić wszystkiego, robię tyle, ile jestem w stanie. A czasami najlepszym sposobem na odzyskanie energii jest po prostu… pójście wcześniej spać.

Jaką jedną prostą zmianę poleciłabyś osobie, która chce zacząć lepiej o siebie dbać, ale nie wie, od czego zacząć?

Gdybym miała wskazać tylko jedną rzecz, powiedziałabym: zacznij od snu i wprowadź regularność. Ustal w miarę stałą porę kładzenia się i wstawania i potraktuj sen jako podstawę, a nie coś, na co znajdzie się czas, kiedy już wszystko inne będzie zrobione.

Myślę, że bardzo często chcemy od razu zmieniać wszystko — zacząć ćwiczyć, lepiej jeść, suplementować się, ograniczyć telefon, znaleźć czas na odpoczynek — i po kilku dniach jesteśmy tym wszystkim przytłoczeni. Dlatego sama jestem zwolenniczką małych kroków. Jedna rzecz, ale konsekwentnie.

Gdybyś mogła podarować sobie jedną dodatkową godzinę tylko dla siebie, jak byś ją wykorzystała?

Myślę, że przeznaczyłabym ją na coś, czego w codziennym pędzie często najbardziej nam brakuje — na nicnierobienie. Wyłączyłabym telefon, wyszła na świeże powietrze i po prostu pobyła sama ze sobą. Bez muzyki, bez powiadomień, bez planu i bez poczucia, że w tym czasie powinnam zrobić coś produktywnego.

Może przeczytałabym kilka stron książki albo po prostu usiadła z moją ulubioną kawą z dodatkiem grzybów z Kliniki i pozwoliła sobie spokojnie pomyśleć.

Mam wrażenie, że dzisiaj bardzo często odpoczywamy w sposób, który nadal dostarcza nam bodźców — scrollujemy, oglądamy, słuchamy. A ja tę dodatkową godzinę chciałabym przeznaczyć na prawdziwe zwolnienie. Takie, po którym nie czuję, że zmarnowałam czas, tylko że naprawdę zrobiłam coś dobrego dla siebie.

Dziękuję 

Paulina i Agnieszka z Kliniki Kwantowej 

Sprawdź więcej artykułów